17 kwietnia 2014

Nie puszczam wioseł.






"Puściła wiosła..." - bardzo spodobało mi się to określenie, często używane rzez Tomasza Jacykowa w napisanej przez niego książce pt. "O elegancji i obciachu Polek i Polaków od stóp do głów". Wiadomo, jak ktoś puści wiosła, to dryfuje w nie wiadomo jakim kierunku, bez celu, kręci się w kółko i w ogóle mu nie zależy. Apatia i abnegacja.
W książce ten zwrot określa kobietę (faceta pewnie też), która się zaniedbała: przestała dbać o ciało, piękną fryzurę, dobre ubranie ( i to co pod nim), wszystko lata i majta.
Książkę (ku mojej nieopisanej uciesze) przywiozła mi Karo. Cóż, dawno nie czytałam tak dobrej książki o modzie, co z czego się wzięło w naszym społeczeństwie np. postawione kołnierzyki koszulek polo noszone przez "karki" i pretendujących do nowobogackich.
Tomasz Jacyków dysponuje rozległą wiedzą i jest przede wszystkim doskonałym obserwatorem, potrafi być szczery i obronić swoje racje. Ludzie mają różne opinie na jego temat, bo jest osobą kontrowersyjną, nie mieszczącą się w pewne ramy. Mnie to nie obchodzi, ja go lubię za barwność, uwielbienie dla kobiet, szczerość. Styl jego wypowiedzi mnie niezwykle bawi, a te wymyślone rubaszne określenia jak np. "nadpiździe" (sobie wychodowała) niby bawią, niby oburzają (chociaż z dorosłych to kogo?).
Wiecie co? To doskonała lektura na Święta - będą na pewno radosne, a zjedzone serniczki i mazurki będziemy chcieli natychmiast spalić (w sensie, że ćwiczenia).

"Modnym być to znaczy być w masie ludzkiej jednostką, o to chodzi, być zauważalnym. Czuć się fantastycznie ze sobą, korzystać z dobrodziejstw świata, a nie dążyć do zaszeregowania (...) Modne jest dbać o siebie na tyle i na tyle dobrze wyglądać, żeby przez całe życie w pełni korzystać ze świata, a idiotyzmem jest żyć po to, żeby znakomicie wyglądać."

Od siebie dodałabym jeszcze, że nigdy nie jest za późno, by wziąć wiosła z powrotem w łapy i podjąć wysiłek. Ćwiczę już około 2 m-ce, tak się zawzięłam, a pytanie, które najczęściej słyszę, to :"Czy nie boję się co o mnie ludzie powiedzą?" LOL i hard core - jak mawiają moje dzieci. Że niby wyszła za mąż, ma dzieci, skończyła 30-stkę to życie się dla niej skończyło.

"Wszak życie trwa całe życie, nie tylko do końca panieństwa."

Bardzo spodobało mi się nazwanie przez Tomka "horyzontem" klasyki. Nawet jak oddalamy się od horyzontu, to nie traćmy go z oczu, bo:
"Czasami błądzą, bo nie są w stanie odnaleźć się w chaosie mód powszechnych. Wówczas zalecam dogłębne przestudiowanie klasyki (...) postudiowanie klasyki pozwala nie popełnić faux pas."

W tej pasjonującej lekturze jest wiele rzeczy, które dały mi do myślenia, nie zdążę wszystkich kwestii poruszyć w tym poście. Jest o zakupoholizmie w lumpexach, noszeniu kolorów...o, i tu się chwilę zatrzymam. Wiem mianowicie, jakie kolory do mnie pasują (już jakiś czas temu na kursie wizażu miałam zrobioną analizę kolorystyczną), ale co z tego, jak niektórych z nich nie lubię, uważam, że niekorzystnie wyglądam w zrudziałym pomarańczu...a najzwyczajniej w świecie nie lubię być kolorowa i tyle. Oczywiście zdarzają się dni, że mam ochotę na różowy, na różowy z niebieskim itd., ale są to dni szczególne, a w ogólne ja niepewnie czuć się w tęczy - bez względu na odcienie.
W kolorach też trzeba czuć się pewnie - przeczytałam i zapamiętałam.
Zapamiętałam jeszcze to, że "człowieka robią" fryzura i buty, a co pomiędzy, to się obroni jak to pierwsze będzie w porządku.

"Ubrania należy odkładać, należy ich używać zupełnie inaczej niż w poprzednim czasie, ewentualnie przekazywać je młodym pokoleniom, samemu nie wchodzić po raz drugi do tej samej szafy" !!! - trafne jak nie wiem co - tak jak młodość nie powróci, pewne ciuchy już nie dla nas i tu nie chodzi tylko o fizjonomię, ale o dojrzałość i granie detalem, a nie ogółem - jak powiada Jacyków.

Jak widzicie wioseł nie puściłam, mało tego pozwoliłam sobie ostatnio na kupno drogich okularów przeciwsłonecznych Ray Ban'ów, chociaż mogłam kupić za te pieniądze 2 dywany z IKEI, pięć zasłon z Biedronki. Nie noszę biżuterii, więc te okulary są dla mnie biżuterią - jestem tego warta:).

Kochani życzę Wam, abyście przed i w trakcie Świąt czuli się jak milion dolarów!
Radości, a później wiosła w dłoń i do przodu!;)

Uwielbiam patrzeć na tych facetów - klasa!


5 kwietnia 2014

Tręczony drencz;)





"To ciekawe, bo uważam, że młody gitarzysta nie rozpocznie dziś edukacji od numeru grupy Rage Against The Machine. Weźmie gitarę i zacznie się uczyć "Smoke On The Wather" albo jakiegoś innego numeru Jimiego Hendriksa czy "School's Out", bo one mają klasyczne riffy, które nigdy nie wyjdą z mody."

Przeczytałam słowa Alice Cooper'a i pomyślałam o modzie - klasyka nigdy nie wychodzi z mody. Oczywiście istnieją geniusze, którzy wymyślą nowe, klasyczne riffy, ale powiedzmy to szczerze, jest ich garstka, a ja do nich z pewnością nie należę.
Podpieram się więc tym co już zostało wymyślone, jest ponadczasowe, pasuje prawie do każdej okoliczności.
Ostatnio była ramoneska, a dziś chcę Wam pokazać historię pt. "Dlaczego warto dręczyć trencz";).
Są rzeczy w mojej szafie, których używam już od kilka lat i to nie z powodu oszczędności, ale dlatego, że są ponadczasowe, dobrej jakości, a ja bez obciachu zakładam je na siebie.

Trencz czarny i beżowy należą do ulubionych rzeczy w mojej szafie, z kilku powodów:

1. W zależności od "dodatków" mogę czuć się bardziej męsko lub bardziej kobieco - zależy od nastroju;).
2. Są idealne na wiosnę i jesień; przy niższych temperaturach można założyć po spód grubszy sweter, a przy wyższych narzucić go na krótki rękaw.
3. W nich nigdy nie czuję się zbytnio wystrojona. Gustuję w dłuższych trenczach i gdy sunę ulicą, a poły płaszcza rozwiewają się na boki wzrasta moja nonszalancja i pewność siebie (niczym jak Grażyna Szapołowska w "Krótkim filmie o miłości").
4. Do tego typu płaszczy pasuje każdy rodzaj obuwia: sportowe i eleganckie.

Kiedy znajomi zadają mi pytanie odnoście bloga, najczęściej powtarzane to: "Czy nie zabiera on mi dużo czasu (skąd ja go mam?;)?" i "Co ja robię z tymi wszystkimi ciuchami?". (Zjadam -bo na All jestem za leniwa;)
Pytania owe budzą we mnie zawsze zdziwienie...
Jeśli chodzi o pytanie drugie...to mam wrażenie, że pokazywane rzeczy na blogu się powtarzają. Owszem, lubię czasami pochwalić się jakąś nową zdobyczą, ale też i pokazać, że rzeczy w mojej szafie to nie przypadkowy zbiór i pasują do siebie wzajemnie.
Kiedyś pisałam o mojej rewolucji w szafie, lecz od tamtego czasu zmiany dokonujące się w mojej garderobie są sporadyczne, pozbywam się ciuchów zniszczonych lub, które przestały do mnie pasować (np. do figury;). Wraz ze zmieniającym się sezonem robię małe porządki w szafie, udoskonalam moją garderobą, naprawdę o drobiazgi.
Ostatnio w lumpeksie trzymałam w rękach piękny, zielony trencz i doszłam do wniosku, iż go jednak nie kupię bo beżowy i czarny w zupełności mi wystarczą (tak strasznie je lubię).

Jak widać na załączonych obrazkach, ukazuję się Wam w owych płaszczach, powiedziałabym: ot, w takiej codziennej odsłonie - stanęła i pstryknęło;). Na niektórych zdjęciach mam dziwne miny, ale zmiana czasu dała mi mocno w kość - wczoraj omal nie zasnęłam u dentysty.
Jeśli chodzi o płaszcze, to mogłabym jeszcze wymyślić dziesiątki kombinacji z tym co mam w szafie, ale codziennie pstrykanie sobie fotek jest strasznie męczące, można mieć siebie dość, dość aparatu. Plusem natomiast jest zobojętnienie na otoczenie - stoisz naturalnie i się uśmiechasz, gdy wokół przechodzą znajomi, albo obcy i się dziwnie patrzą...a może to niewyspanie;)).

Tak na pobudkę;)

Ps. Tutaj znajdziecie ciekawy wpis na temat trenczu.

28 marca 2014

Papa Don't Preach *







Chciałabym dziś zahaczyć o błahe tematy, o tak, by pasowało do piątkowego, rozprzężonego popołudnia.
Po pierwsze, znowu zebrało mi się na wspominki. Zaczęły nachodzić mnie obrazy mojej idolki z nastoletnich lat - Madonny. Pokój wytapetowany jej plakatami, chęć upodobnienia się - stanęło na legginsach czarnych i domalowanym pieprzyku nad ustami. Oczywiście w czasach późniejszych miałam tabun innych idolek, ale "wczesną" Madonnę będę wspominać z dreszczykiem kojarzącym się z pierwszymi objawami buntu.
I oto teraz, gdym stateczna i grzeczna;), oglądam teledysk "Papa Don't Preach", stwierdzam, iż mogłabym przywdziać wszystko w czym ona tam występuje: od bluzki w paski poprzez białą koszulę kończąc na ramonesce. Pewne rzeczy nie starzeją się nigdy.
Tak oto przechodzę do drugiego tematu pt. "klasyki w mojej szafie". Nie chodzi mi o Sthendala, ani o Senekę, tylko o ciuchy.
Wiem, zdania są podzielone i istnieje trend, by tworzyć listę "swoich klasyków". Ja jednak jestem zwolenniczką prawdy obiektywnej. Przynajmniej to mi ułatwia życie;).
Przyznam, że uzupełniam jeszcze listę "klasyków", popełniając po drodze parę błędów. Czyli, jeżeli prosta, czarna spódnica ołówkowa to bez żadnych aplikacji. Jeżeli czarne szpilki, to nie lakierki (co nie znaczy, że się one nie przydadzą...lecz niestety nie pasują do wszystkiego). Planuję też zmienić dyżurną od dwunastu lat wciąż tę samą "małą czarną" - te inne z udziwnieniami (kokardkami, szarfami) to nie TO.

Na powyższych zdjęciach skupiłam się na ramonesce, która pasuje do większości rzeczy w szafie.
Mając ją, trencz czarny i beżowy czuję, że wiosna (jesień też) mi nie straszna;).
Muzą - Natchniuzą tegoż postu jest Madonna z teledysku "Papa Don't Preach".*
Miłego zapiątku:).